www.sokolka.pl

  1 strona


 

e-poczta: janowszczyzna@sokolka.pl

    Jajko dla grajka
 

”Żeby wam się mnożyło, darzyło i w oborze i w komorze, w każdym kątku po dzieciątku, a na piecu sześć” - śpiewali muzykanci, którzy podczas świąt Wielkiej Nocy odwiedzali domy w podsokólskich wsiach. Za życzenia dostawali kiełbasę i co najmniej ćwierć kopy jaj.

<<< Przed Wielkanocą gospodynie przygotowywały po kilkanaście babek. - Do ich pieczenia nadawały się znakomicie piece chlebowe. Wyciągnięte z nich baby miały imponującą wysokość - mówią (od lewej): Anna Konik, Eulalia Szorc i Jadwiga Łopatecka Fot : D.Biziuk

Na kilka dni przed Wielkanocą w Izbie Regionalnej w Janowszczyźnie koło Sokółki przypomina się dawne świąteczne zwyczaje.
- Kiedyś ludzie bardziej przygotowywali się do tych najważniejszych dla katolików świąt. Cały post mięsa się nie jadło. Przez te 40 dni trzeba było jak najwięcej jajek nazbierać, żeby ich w Wielkanoc nie zabrakło - opowiada Anna Konik z Podkamionki.
Aby przeznaczone na święta jaja zachowały świeżość, zakopywano je w... popiele.
- Samych pisanek malowało się co najmniej 30. Najpopularniejszym barwnikiem był cebulnik, czyli wywar z cebulowych ”koszulek”. Niektórzy robili pisanki za pomocą wosku, a jeszcze inni ograniczali się tylko do odgotowania jajek - mówi Jadwiga Łopatecka z Podkamionki.
O zbliżających się świętach przypominały zerwane odpowiednio wcześniej wierzbowe gałązki, które ustawiano w widocznym miejscu. Dzień przed Kwietną Niedzielą przygotowywano z nich palmy.
- Wstyd było święcić w kościele palmę przybraną plastikowymi kwiatkami. Wszystko musiało być naturalne. Sama zawsze chodziłam przed Kwietną Niedzielą do lasu w poszukiwaniu widłaka, rokitnika i bazi. Ten rok jest wyjątkowo zimny i śnieżny, więc musiałam zaniechać podobnej wędrówki. Kilka dni temu żeby wierzbę zerwać, brnęłam w śniegu po kolana. Ale gałązki na palmę mam - dodaje Eulalia Szorc z Moczalni Starej.
W Palmową Niedzielę taką wierzbą sprawiano niektórym tęgie lanie. Przy tej okazji recytowano wierszyk: ”wierzba bije, nie zabije, nie połamie kości, za tydzień - wielki dzień, za sześć noc - Wielka Noc”.
Na nadejście Wielkiej Soboty czekały głównie dzieci. Właśnie one wybierały się tego dnia ze święconką do kościoła.
- Jak byłam mała, to musieliśmy z Janowszczyzny do sokólskiego kościoła chodzić, bo u nas ksiądz pokarmów nie święcił. 12 kilometrów do przejścia było w jedną stronę. Raz w drodze powrotnej, tak nam się jeść zechciało, że prawie całą święconkę żeśmy zjedli - wspomina Anna Konik.
Nazajutrz wyjeżdżało się na mszę rezurekcyjną już o godzinie czwartej rano.
- Samochodów nie było, to ciekawie ta podróż wyglądała. Ludzie specjalnie szykowali furmanki. Obowiązkowo wyściełali je dywanami. Cały rząd tych pojazdów po szosie w kierunku Sokółki jechał. A każdy każdego oglądał. Plotkowało się też trochę o strojach - przyznaje Jadwiga Łopatecka.
Po rezurekcji urządzano wyścigi pojazdów. Który gospodarz wrócił pierwszy do wsi, mógł liczyć na udane zbiory i dostatek w nadchodzącym roku.
- Pod koniec pierwszego dnia świąt zaczynało się chodzenie po tzw. ”hałokanie”. Chłopcy i mężczyźni wędrowali po wsi ze śpiewem i życzeniami. Gospodarze płacili im kiełbasą, a także jajkami. Następnego dnia dary wędrowały na wspólny biesiadny stół - mówi Helena Kundzicz z Sokółki.
Drugi dzień Wielkanocy był zarezerwowany na obdarowywanie chrześniaków włóczennem.
- Odwiedzało się rodziców chrzestnych. Trzeba było mieć ze sobą węzełek, a w nim kawałek drożdżówki. Ciasto zostawało w odwiedzanym domu, a na jego miejsce chrzestni wkładali do węzełka pisanki, pieróg, a czasami nawet cukierki - mówi Jan Ancypo z Janowszczyzny.
Chodzenie po włóczenne było przeważnie zakłócane przez zwolenników śmigusa - dyngusa.
- Woda lała się strumieniami. Pilnowano szczególnie tego, żeby oblać wszystkie mieszkające we wsi panny, co miało zagwarantować, że wkrótce zmienią stan cywilny - dodaje sokółczanka Helena Kundzicz.

(db) Gazeta Współczesna, 20 marca 2005

    Biesiada po sokólsku
 

Tatarzy, prawosławni i katolicy przyjechali do Izby Regionalnej w Janowszczyźnie koło Sokółki, aby uczestniczyć w biesiadzie wielokulturowej. Na stole obok ziemniaczanej babki i sękacza, pojawił sie pierekaczewnik, cymes oraz kumpiak.

Powiat sokólski należy do tych wyjątkowych miejsc w naszym kraju, gdzie mieszkają przedstawiciele różnych wyznań. Wielokulturowość przejawia się niemal w każdym aspekcie naszego życia, w modlitwie, zabawie i oczywiście w jedzeniu. Najlepszym przykładem tego ostatniego jest dzisiejsza biesiada - powiedział Jan Ancypo, organizator przedsięwziecia, a jednocześnie opiekun Izby Regionalnej w Janowszczyźnie.

Apetyty dopisywały wszystkim uczestnikom biesiady
Fot : D. Biziuk

Jesienią ubiegłego roku realizowano tam projekt ”Kraina mlekiem i miodem płynąca”. Przy tej okazji gospodynie z Janowszczyzny przypomniały dawne sposoby wytwarzania żywności. Opiekun izby przygotował pokaz ubijania masła, kiszenia kapusty, a także pieczenia chleba. Tym razem w siedzibie obiektu spotkało się znacznie szersze grono.
- Przedstawiciele każdego z trzech wyznań przygotowali coś, co w ich tradycji uchodzi za charakterystyczną potrawę regionalną - tłumaczył Jan Ancypo.
Specjałami kuchni tatarskiej częstowała Tatiana Radecka z Bohonik, która podczas biesiady przyrządziła słynne mięsne kołduny i pierekaczewnik, czyli ogromny pieróg z ciasta makaronowego.
- W Bohonikach mieszkam od 14 lat, a sama pochodzę z Białorusi. Nie widzę żadnej różnicy w tym, co jedzą polscy i białoruscy Tatarzy. Nasza kuchnia jest tłusta, ale za to bardzo smaczna. Czy można ją zaliczyć do zdrowych? W mojej rodzinie przeciętna dlugość życia wynosi około 80 lat, wiec chyba odżywiamy się zdrowo - przyznała Tatiana Radecka.
Kuchnie wyznawców prawosławia zachwalała natomiast Iroida Gasperczyk z Szudzialowa.
- Na biesiadę przywieźliśmy kapustę zasmażaną z grzybami, kutie i gotowaną babę. Ich przyrządzenie wymaga czasu, ale opłaca się go poświecić, żeby spróbować tych domowych przysmaków - powiedziała Iroida Gasperczyk.
Uczestnikom biesiady bardzo smakował cymes zaserwowany przez Alinę Struczewską z Rozedranki Starej.
- Cymes jest w zasadzie potrawą z kuchni żydowskiej. Na wsi przyrządza się go głównie jesienią. Cymes to katrofla, marchew, brukiew i mięso. Po upieczeniu wszystkie te składniki tworzą coś w rodzaju babki - wyjaśniła Alina Struczewska.
Wśród potraw nie mogło rzecz jasna braknąc kumpiaka sokólskiego. Przygotowanie tej wyjątkowej szynki trwa co najmniej pól roku.
- Trudno wskazać, która kuchnia jest najsmaczniejsza. One wszystkie są wyjątkowe i niepowtarzalne - podsumowali uczestnicy biesiady.
Przedsiewzięcie odbyło się w ramach projektu ”Moja wieś od kuchni”, realizowanego przez Fundacje Wspomagania Wsi. Projekt finansuje Polsko-Amerykanska Fundacja Wolności.

(db) 17 października 2004

     „Noc Świętojańska” (27 czerwiec 2004)
 

Po mszy świętej w kościele św. Rocha odbyły się imprezy estradowo-rozrywkowe, konkursy i zabawy dla dzieci i dorosłych, występ teatru z SOK- „Coś”, występ Zespołu Obrzędowo – Śpiewaczego z Janowszczyzny, ognisko, tańce i wróżby, wybory najładniejszej rusałki, wybory najładniejszego wianka, szukanie kwiatu paproci, puszczenie wianków na wodę, zabawa ludowa z konkursami i nagrodami. Zabawa była przednia i trwała do białego rana.

noc_sw_2004_02.jpg (143965 bytes)  noc_sw_2004_03.jpg (159476 bytes)  noc_sw_2004_05.jpg (165783 bytes)  noc_sw_2004_10.jpg (141630 bytes)

noc_sw_2004_06.jpg (187855 bytes)  noc_sw_2004_11.jpg (155971 bytes)  noc_sw_2004_04.jpg (139647 bytes)  noc_sw_2004_01.jpg (187341 bytes)

noc_sw_2004_09.jpg (166746 bytes)  noc_sw_2004_08.jpg (182982 bytes)  noc_sw_2004_07.jpg (146408 bytes)  

   Aby powiększyć kliknij na zdjęciu                                                        Foto: J. Ancypo

    Wizyta młodzieży z Wojewódzkiego Ośrodka Animacji Kultury
 

2 lipca 2004 r. odwiedziła nas młodzież skupiona przy WOAK w Białymstoku, wyprawą kierował podlaski etnograf Pan Zygmunt Ciesielski i Pani Obuchowicz.

janowszczyzna_2004_38.jpg (180625 bytes)  janowszczyzna_2004_41.jpg (169634 bytes)  janowszczyzna_2004_39.jpg (178187 bytes)  janowszczyzna_2004_40.jpg (160383 bytes)

Dziewczęta chętnie przeistoczyły się w wiejskie piękności z lat minionych, prawda że są urocze.

Foto: J. Ancypo

    Bociany w Janowszczyźnie
 

bociany_2004_01.jpg (71556 bytes)  bociany_2004_04.jpg (86742 bytes)  bociany_2004_05.jpg (92201 bytes)  bociany_2004_06.jpg (94898 bytes)

bociany_2004_07.jpg (98225 bytes)  bociany_2004_08.jpg (108947 bytes)  bociany_2004_09.jpg (83649 bytes)  bociany_2004_11.jpg (110777 bytes)

bociany_2004_12.jpg (149058 bytes)  bociany_2004_13.jpg (129070 bytes)  bociany_2004_10.jpg (110444 bytes)  bociany_2004_14.jpg (182568 bytes)

bociany_2004_15.jpg (236801 bytes)  bociany_2004_16.jpg (196662 bytes)  bociany_2004_02.jpg (165250 bytes)  bociany_2004_03.jpg (151780 bytes)

   Aby powiększyć kliknij na zdjęciu                                             Foto: J. Ancypo

    Sokólski kumpiak jak szynka parmeńska
 

Przed Teatrem Dramatycznym w Białymstoku białostoczanie mogli poznać pięć gmin z naszego powiatu.

Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wicie co posiadacie – to przysłowie przyświecało prezentacji podlaskich gmin wiejskich w Białymstoku. Wczoraj przed białostockim Teatrem Dramatycznym im. Aleksandra Węgierki zaprezentowało się 25 gmin, aż pięć z pośród nich pochodziło z powiatu sokólskiego. Były to: Sokółka, Korycin, Janów, Suchowola i Nowy Dwór. Co dominowało na stoiskach? Oczywiście tradycyjne wyroby kulinarne i rękodzieło – sery z Korycina, tradycyjnie wypiekany chleb, tkaniny dwuosnowowe z Janowa. – Sokółka ma przede wszystkim piękne dziewczyny – zachwala Jan Ancypo, radny miejski. – Ale nie tylko, Europę możemy zawojować tradycyjną kuchnią. Taki na przykład kumpiak, to sokólska wersja popularnej na świecie szynki parmeńskiej. Produkcja wygląda podobnie, najpierw mięso moczy się w solance, a potem suszy, choć oczywiście kumpiak jest lepszy od parmeńskiej. 23 maja 2004 r. (ADAM)

prez_gminy_2004_02.jpg (179954 bytes)  prez_gminy_2004_03.jpg (195407 bytes)  prez_gminy_2004_05.jpg (185612 bytes)  prez_gminy_2004_04.jpg (183700 bytes)

   Aby powiększyć kliknij na zdjęciu                                                      Foto: R. Onoszko

    Zabawa na ludowo
 

Kto  najszybciej obiera ziemniaki, gdzie należy szukać największych siłaczy i kto najsprawniej wiąże powrósła – o tym mogli się przekonać uczestnicy majówki, która odbyła się w Janowszczyźnie koło Sokółki. W ramach imprezy rozegrano również Turniej Sołectw.

- Majówki przygotowujemy u siebie już od trzech lat. Zauważyłem, że liczba ich uczestników systematycznie wzrasta. To jeszcze bardziej utwierdza nas w przekonaniu, że takie imprezy są na wsi oczekiwane i witane z entuzjazmem. Dla mieszkańców tych terenów jest to jeden ze sposobów oderwania się od codzienności – podkreśla Jan Ancypo, opiekun Izby Regionalnej w Janowszczyźnie, która była jednym z organizatorów majówki. Podczas imprezy reprezentanci trzech wsi walczyli o zwycięstwo w Turnieju Sołectw. Oprócz gospodarzy swoje drużyny wystawiły Lipina oraz Kamionka Stara. Przy głośnym dopingu publiczności rozegrano sześć konkurencji sportowych. Zawodnicy musieli m. in. Przeciągać linę, wyciskać ciężarek, a także podnosić ciągnik. W konkurencji polegającej na wiązaniu powróseł równych sobie nie miała Janowszczyzna, natomiast w obieraniu ziemniaków na czas zwyciężyła Kamionka Stara. Jurorzy oceniali oceniali także upieczony przez gospodynie wiejski chleb. – Był on tak smaczny, że zjedliśmy, że zjedliśmy prawie pół bochenka – zachwalał Wojciech Obiała, dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Sokółce, jeden z jurorów. Publiczność obejrzała też prezentacje „Na ludowo”, przygotowane przez uczniów podstawówek. Pierwszą lokatę zajęła Janowszczyzna, która uzbierała łącznie 46 punktów. Drugie miejsce przypadło  w udziale Lipinie (32 punkty), zaś trzecie Kamionce Starej (24 punkty). W czasie majówki prezentowały się również grupy młodzieżowe, które realizowały program „Pracownia Umiejętności”, pilotowany przez Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce oraz operatora sieci „Era” i „Sokólski Fundusz Lokalny. Majówkę zorganizowali: Izba Regionalna, Ludowy Uczniowski Klub Sportowy „LUKS”, Rada Sołecka w Janowszczyźnie i Sokólski Fundusz Lokalny. 30-05-2004 r. (db), 

majowka_2004_07.jpg (214066 bytes)  majowka_2004_03.jpg (191045 bytes)  majowka_2004_05.jpg (176634 bytes)  majowka_2004_01.jpg (168363 bytes)

majowka_2004_09.jpg (151670 bytes)  majowka_2004_06.jpg (250546 bytes)  majowka_2004_04.jpg (243079 bytes)  majowka_2004_04.jpg (243079 bytes)

   Aby powiększyć kliknij na zdjęciu                                                        Foto: J. Ancypo

    Z wizytą w izbie ...
 

"Izba Regionalna" gościła pedagogów i uczniów ze szkół średnich z Irlandii, Irlandii Północnej, Rumunii oraz naszego Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Mickiewicza w Sokółce.

Goście oprócz zwiedzania izby byli podjęci obiadem z  regionalnym jadłem. W odpowiedni sielski nastrój wprowadziła kapela ludowa Pana Edmunda Kundzicza

janowszczyzna_2004_06.jpg (144820 bytes)  janowszczyzna_2004_07.jpg (145485 bytes)  janowszczyzna_2004_08.jpg (144787 bytes)  janowszczyzna_2004_09.jpg (154573 bytes)

Foto: J. Ancypo

  informacje archiwalne o Izbie:  1  2  3  4

 



Administrator: Radosław Onoszko © 2000-2005 wszelkie prawa zastrzeżone - site copyrights by Urząd Miejski w Sokółce

Do przeglądania serwisu polecamy Microsoft Internet Explorer 5.0 lub nowszy, strona kodowa: ISO-8859-2