|
12
czerwca 2005 r. w Janowszczyźnie, na ziemi podlaskiej staraniem
Izby Regionalnej tamże a osobiście Pana Jana Ancypo, odbyło się
przedstawienie regionalnego wesela z lat trzydziestych ubiegłego
wieku.
A
oto sprawozdanie z tej niecodziennej imprezy, w której bez liczenia
w roli uczestników i gapiów wzięło udział ponad tysiąc osób,
wśród których widać było i słychać cudzoziemców, oraz społeczeństwo
miejscowe i wielu przyjezdnych.
Przedstawienie
rozpoczyna się sceną przed domem młodego. Narrator wprowadza
zebranych w inscenizację tradycyjnego spotkania wyjaśniając co to
był za wieczór kawalerski i panieński.
Wiejska
chata przystrojona od ulicy, przed nią kręcą się młodzi ludzie,
a drużbowie przygotowują Pana Młodego. Chór śpiewa „Jak
ja jechałem”, do chóru dołącza młody i młoda śpiewając
swoje dumki. Z domu wychodzą trzy kumy i częstują wszystkich
zebranych tzw. „kaczkami” tj. drożdżowym ciastem
upieczonym w formie kaczek. Narzeczony mówi- „Oj wolny ja chłopiec
wolny jako ptaszek polny .........” ale sentencją jego
wypowiedzi są kościelne organy. Chór śpiewa „Cyt
cyt...”, a młodzież otacza narzeczonych i wszyscy tańczą
na melodię „A z rana z rana...” walc przechodzi w polkę
„Nie Chodź koło róży....” . Następnie pieśń
weselna „Przyleciał sokół na mej mamy dom”. Kapela rżnie
od ucha do ucha, a Młoda korzystając z zamieszania ucieka bryczką
do domu.
Młody
po chwili stwierdza jej brak, a wiedząc co to znaczy łapie
kwiatki, wszystkich zaprasza na weselne wozy i bryczki, a sam wraz z
kapelą pilnując orszaku goni za Panną Młodą.
A
w tym czasie, przed domem Panny Młodej widzimy rozstawione stoły,
częściowo zastawione jadłem, a za stołem siedzi młoda wokół
jej druhny. Zaczynają przygotowywać ją do ceremonii.
Gdy
jest już gotowa, na talerzyku, na chusteczce starsza druhna kładzie
„wianek” ( przeznaczony młodemu, spleciony z białej
wstążki i mirtu śpiewając „A płakała dziewczyna jak jej
ślub dawali”, a chór wchodzi z melodią „Urodo,
urodo”. Starsza kuma na tle melodii mówi: „Oj jado wozy
jado, jado i kołaczo, po tobie Kasieńko oni płaczą. Śpiewają
sobie, a na smutek tobie”. No i słychać już tętent koni i
bryczek. Jadą, jadą rozchodzi się pomruk po widzach. Jedzie miły,
jedzie. Z daleka niesie się melodia marsza. Orszak zajechał pod
dom Panny Młodej. Pan Młody ze swatami kapelą i gośćmi wchodzą
na podwórze, przed stoły, a rodzice Panny Młodej zapraszają gości
pod ganek. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Wita Swat, A
wszyscy odpowiadają na wieki wieków Amen.
Pan
Młody podaje Pannie Młodej bukiecik kwiatków i z namaszczeniem i
szacunkiem całuje rękę. Swatynia stawia na stół korowaj, a
pierwszy drużbant podaje przywieziony „Wianek” których
pierwsza druhna przypina Pannie Młodej we włosy. A panieński
wianek ze stołu przypina pannie młodej we włosy. A panieński
wianek ze stołu przypina młodemu do klapy marynarki. Małe
kokardki otrzymują wszyscy weselni goście. Młodzi siadają za stołem
naprzeciw siebie. Kapela cały czas rżnie marsza wyciszając się
na kwestie mówiących. Swat jednym dziękuje, innych ostrzega. Młodemu
życzy dużo rozsądku i roztropności aby pomagał, a nie szkodził
losowi. Na nową drogę życia życzył też dużo zdrowia i pomyślności.
Chór zaczyna śpiewać „W zielonym gaiku” a rodzice młodej
rozściełają „dywan tkacki”
Kapela
cichutko gra „Serdeczna matko” znak, że nadszedł czas
błogosławieństwa. Państwo
młodzi klękają przed rodzicami. Następuje najważniejszy
rodzinny ceremoniał, bo oto matka oddaje córkę, a na nową drogę
życia życzy udanego i szczęśliwego losu, a na nową drogę życia
życzy udanego i szczęśliwego losu, dając dzieciom krzyż do ucałowania.
To samo czyni ojciec Młodej. Scena jest wzruszająca i mimo, że to
fikcja niejednemu i niejednej łza się w oku zakręciła. Starsza
kuma mówi: „Rozgłaszaj harmonisto, rozgłaszaj a ty Kasiu
matkę ojca przepraszaj. Rozgłaszaj harmonisto, rozgłaszaj a ty
Kasiu siostry, braci przepraszaj”. Młoda żegna się z
bliskimi i dalszymi krewnymi. Chór zaczyna „Oj siądaj, siądaj
moje kochanie”. A swat i tak już wzruszone towarzystwo
jeszcze podjudza, „A co, żal wam Państwo Młodzi, serce wam
państwo młodzi, serce wam się krajo, że tyle kawalerów i panien
na świecie zostajo?”. Ale nic, trzeba kłaniać się
wszystkim i śpieszyć do kościoła. Już słychać jak dzwonią.
Kapela rżnie marsza weselnego, młodzież zasiada do bryczek. W
pierwszej Panna Młoda i druhny, w drugiej Pan Młody z drużbami a
w innych pozostali goście weselni. Jeszcze tylko zgodnie z tradycją
ojciec Panny Młodej obchodzi wozy 3 razy z chlebem i solą na szczęście.
Pojechali, gdzieś tylko koło płotu cztery pleciugi coś tam
mruczały, ale nikt za bardzo nie zwracał uwagi.
Długo
coś nie było orszaku ślubnego, ale jak się potem wyjaśniło to
mieli młodzi trzy cztery bramy i mocno musieli się wykupywać.
Długo
coś nie było orszaku ślubnego, ale jak się potem wyjaśniło to
mieli młodzi trzy czy cztery bramy i mocno musieli się wykupywać.
No wreszcie są .Rodzice witają młodych „Na progu” po
staropolsku chlebem i solą i proszą za stół. Swatowa usadawia młodzież
„A dookoła drużbeczkowie.........” No i zaczyna się
weselna biesiada. Chór kobiet wprowadza nastrój śpiewając wesołe
kuplety i inne piosenki. Kapela przygrywa . Po początkowej nieśmiałości
towarzystwo zaczyna się ożywiać. Gorzałka też w tym pomaga, no
i zaczynają się toasty. Starszy Drużba życzy Pani (już) Młodej
oraz Panu Młodemu stu lat i żąda „wykupu” Młodzi całują
się . Na początku nieśmiało. Następnie pan młody stu lat życzy
rodzicom Pani Młodej. Później i inni wznoszą toasty i zaprasza
wszystkich na tańce. Tańczą wszyscy , a najwięcej młodzież.
Przecież z założenia wynika potrzeba urządzenia wesela by młodzież
mogła się poznać. Nie wszyscy na co dzień mogą jeździć za
pannami. Zabawa rozwija się. Towarzystwo bawi doskonale, ale swat
pilnuje swego obowiązku i przerywając zabawę zaprasza za stoły.
A w tym samym momencie słychać okrzyk „Prydanyje wiezuć”.
Na podwórko przed stoły wjeżdża furmanka z kufrem i krową na
postronku.
Zaczyna
się najzabawniejsza scena wesela. Targowanie posagu między ojcem młodej,
a swatem. Narrator wprowadza niejako w sprawę :
„Wjechała
furmanka z kufrem wielkim na niej.
Swat
ma teraz całkiem niełatwe zadanie.
Kufrem
przyjechała pościel, prześcieradła.......
Słowem
posag, do nowego domowego stadła.
Rodzice
darowali ręczniki, poduchy......
Teraz-
posag młodej musi swat wykupić.
Wiec
targował zawzięcie, aby młoda para
W
nowym domu bogactwa miała co niemiara”
Targowanie
zakończyło się ugodą na kosz kiełbasy palcówki i konewce gorzałki
„takiej na 80 mocy”
Dobrze
zawarta „Transakcja” posagowa wprowadziła dobry nastrój
tak, że uczta rozgorzała na nowo. Weselnicy bawią się, tęgo
popijając. Najważniejszy z kapeli za zgodą swata prowadzi tak
zwany „Dobry wieczór”. Płyną życzenia i przypisane
do nich melodie rzadko dziś słyszane jak „Dziś musisz mi dać”,
Mamo nasza, 12 listeczków, Maryna, Jadą goście, Głęboka
studzienka, no i polka A Antoni na harmonii”. Ale Swat czuwa.
Zebrane za życzenia pieniądze zasilają portfel Państwa Młodych.
Swat ponownie zaprasza na tańce. Tym razem sam prowadzi zabawę-
para za parą, kółeczko, itd. Czyli wszystko to co trzeba.
Rozbawione towarzystwo w pewnym momencie swat zatrzymuje. A do
zabawy zaprasza wszystkich gości i społeczeństwo wsi zarządzając
Białego walca. Tu znowu trzeba uciec się do narratora, który wyjaśnia
dawny zwyczaj na zabawie weselnej.
„Młode
panny nieśmiało ku chłopcom zmierzały
I
do tańca wirowego pięknie zapraszały.
Zwyczaj
ten od dawna Białym Walcem zwany
Nakazywał
panom ruszać żwawo w tany.
Później
jeszcze jedna tradycja była.
Kiedy
cała wiara ze wsi w tany ruszała.
Mężatki
i chłopcy niemłode już wiekiem
Znaczy
żonaci, spod ściany stodoły ruszyli
Bo
przecież starszyzna wioskowa też tańczyć umiała.
Więc
rezerwą będąc dziarsko zahulała”
Podobnie
i u nas po białym walcu swat „Rezerwa” krzyczy i z kręgu
tanecznego znikają młodzi bo już kapela rżnie Poleczkę w prawo,
lewo, a Obertasa, a Mazurka. Seniorzy pokazują klasę. Młodzież
patrzy i tylko przytupuje. Tak! Mówi Starszy Kum, się u nas tańcuje,
krąg ma trzeszczeć pod obcasami. Swat dziękuje sąsiadom, a
weselników zaprasza za stoły. Zaczyna się bodaj najważniejsza część
uczty weselnej „Darzenie”. Swat uwija się jak w
ukropie, swatowa mało mniej, chodzi przecież o to by młodym zebrać
jak najwięcej na nową drogę życia. A więc płyną pochlebstwa i
przygaduszki, podziękowania i nagany, zachęta i „Branie na
litość” czyli granie na strunach ambicjionalnych. Dawniej Młodzi
otrzymywali i pieniądze i rzeczy. Przedmioty i zabawki, pod którymi
kryły się konkretne, przydatne w gospodarstwie
rzeczy. Owca, wieprzek, stadko kurek z kogutem, wóz, sanie,
chomonto, konia lub krowę darzyli rodzice naturalni, ale bywało,
że chrzestny też mógł przysłowiowego konia z rzędem ofiarować.
W naszym weselu młodzi otrzymywali pieniądze pokazując zebranym,
jacy to oni hojni. Na przykład Swat darzył „250 zł w całku”.
Darzenie było chyba obfite, bo Młodzi wrócili z komory
zarumienieni i uśmiechnięci. Widać dobrze się liczyło. Swat
serdecznie wszystkim dziękuje. Swatynia w podzięce niejako częstuje
wszystkich korowajem. Swat kończy ucztę weselną, a Swatynia żartobliwie
pogania „A zbierajcie się weselnicy do domu, koniec wesela i
zabawy”. Całość weseliska konkludują słowa narratora:
Koniec
przedstawienia, koniec weseliska
choć
chatyna weselna życiem jeszcze tryska
Było
jadło, picie i, tańce i swawola
Lecz
do domu czas jechać, ranna bowiem pora.
Słonko
wstało po nocy i nowy czas znaczy
Wróćcie
do swoich domów i do ciężkiej pracy.
Wybawili
się wszyscy. Najedli, napili,
Moc
toastów za Młodych i drużbów wznosili
Tak
się bowiem bawili nasi pradziadowie,
Niech
każdy co widział i wnukom powie.
J
choć dziś niejeden od stołu nie wstanie
Kończy
się przedstawienie i opowiadanie.
Oj
działo się 12 czerwca 2005 r. w Janowszczyźnie, oj działo.
Ponad tysiąc osób z Polski, Europy, i USA z
zaciekawieniem oraz uwagą obejrzało plenerową inscenizację
regionalnego wesela wzorowanego na latach 30- tych. Młodzi z
zaciekawieniem i niedowierzaniem, że tak kiedyś mogło być, a
starsi z nostalgią i
przysłowiową łezką w oku przypominając
swoje przeżycia.
Inscenizację
sfinansowano z Grantu „Działaj Lokalnie IV” Programu Polsko Amerykańskiej
Fundacji Wolności we
współpracy z Akademią Rozwoju Filantropii w Polsce i Fundacją
Sokólski Fundusz Lokalny, dotacji Gminy Sokółka oraz sponsorów:
Firmie „GENO” i Zakładowi Budowlano- Brukarskiemu
Eugeniusza Żukowskiego
Koordynator
projektu: Jan Ancypo
Scenariusz
i reżyseria: Ewa i Zbigniew Dębko
Aktorzy:
Młodzież z Zespołu Szkół Ogólnokształcących im. Mikołaja
Kopernika w Sokółce, Kabaret „Sami
Swoi”,
Folk
Kapela Edmunta Kundzicza z Sokółki
Gospodynie
z Janowszczyzny
W
opracowaniu wykorzystano zdjęcia : Jana Ancypo, Jarosława
Stasiewicza, Józefa Zalesko.
Spisał:
Antoni Złotorzycki |