 |
SZLAK
TATARSKI
|
|
Unikatową
atrakcja turystyczną jest Szlak Tatarski, wiodący
m.in. przez oddalone o 7 km od
Sokółki - BOHONIKI. Tu znajduje się
XIX-wieczny meczet i muzułmański cmentarz-mizar.
Na
bramie mizaru w Bohonikach widnieje napis: "Zabrania się
rezerwować miejsce bez zgody gminy". Bo właśnie o tym
niewielkim cmentarzu przypominają sobie pod koniec życia mieszkańcy
różnych miast, wsi i miasteczek Polski. Oczywiście ci, którzy
czują się Tatarami bądź też są wyznawcami islamu. Bohoniki
bowiem to dawna osada tatarska ustanowiona w 1679 roku przez króla
Jana III Sobieskiego w zamian za zaległy żołd rotmistrzowi chorągwi
tatarskiej - Olejowskiemu - i żołnierzom tej chorągwi.
Osiedliwszy się tutaj, Tatarzy postawili meczet (dziś stoi w
jego miejscu meczet z XIX wieku) i założyli muzułmański
cmentarz.
Bohoniki
to tylko jedna z kilku miejscowości leżących na tatarskim
szlaku, który biegnie wąskimi szkalami Białostozczyzny, wzdłuż
granicy białoruskiej. Oznakowany został niewielkimi, białymi
tablicami z niebieską obwódką. Szlakiem tym, przez wieś Drahle,
dojedziemy do Kruszynian, mijając po drodze Nietupy z ostoją
bobrów.
To tu w
Kruszynianach postawiono pamiątkowy obelisk, w 300 - lecie
nadania przez Sobieskiego ziemi Tatarom we wsiach Nietupa,
Bohoniki, Łużany i Kruszyniany. Stanął w sąsiedztwie
drewnianego, niewielkiego meczetu wyposażonego jak należy w
tradycyjny mihrab, czyli niszę wskazującą kierunek do Mekki,
oraz minbar - kazalnicę. Jest tu też mizar, na który prowadzi
brama ozdobiona półksieżycem. Starsza część mizaru, z
nagrobkami sięgającymi XVIII wieku, popada w zapomnienie. Już
tylko jeden z kamieni nagrobkowych wieńczy kula z muzułmańskim
półksiężycem.
To, co
pozostało po pierwszych Tatarach, zamieszkałych w tym rejonie za
sprawą zadłużonego króla, odnajdziemy w muzeum regionalnym w
Sokółce (klucz do muzeum w Domu Kultury).
Jednym z
najciekawszych eksponatów muzeum jest herbarz rodzin tatarskich w
Polsce, autorstwa Stanisława Dziadulewicza, wydany w 1927 roku
nakładem autora i z "zasiłkiem Funduszu Kultury Narodowej w
Wilnie".
W muzeum zgromadzono też muhiry,
czyli dekoracyjne tkaniny z wersetami z Koranu. "Złodziejowi
i złodziejce odetnijcie rękę. Taka niech będzie kara od ludzi
i Boga za ich dzieła.
Allah jest najwspanialszy, najmądrzejszy"
- czytamy w dołączonych tłumaczeniach przy jednym z muhirów.
|



|
|
Brak jednorękich w miejscowej społeczności pozwala wnioskować,
że jest to społeczność wyjątkowo uczciwa bądź też,
niepomna nauk Allaha, w całości zdała się na wymiar
sprawiedliwości.
Społeczność
tę tworzą dziś mieszkańcy Kruszynian, Bohonik, Krynek, wywodzący
się z rodzin, które od wieków mieszkały na terenie Wielkiego
Księstwa Litewskiego. Już książę Witold cenił sobie bowiem
żołnierzy z Odry i popierał się osiedlanie się Tatarów w sąsiedztwie
warownych grodów.W czasie świąt Ramadanu, Kurbanu czy
Aszurabajranu tatarski szlak ożywa. Święta te gromadzą bowiem
muzułmanów z całej Polski, a Bohoniki i Kruszyniany to bez wątpienia
oazy polskiego orientu.
Szlak
Tatarski
to atrakcja turystyczna powiatu sokólskiego. Pozwala ona przyjrzeć
się śladom mozaiki kulturowo-etnicznej wschodnich ziem dawnej
Rzeczypospolitej.
Szlak Tatarski Duży liczy 54 km. Prowadzi z Sokółki do
Kruszynian przez Bohoniki, Kamionkę Starą, Wierzchlesie,
Talkowszczyznę, Świdziałówkę Nową i Nietupę. W miejscowościach,
przez które przebiega trasa ulokowane były niegdyś dobra królewskie
ekonomii grodzieńskiej, gdzie w 1679 roku król Jan III Sobieski
osadził Tatarów.
Bohoniki, podobnie jak Kruszyniany, są dziś centrum religijnym
polskich muzułmanów. Można tam zwiedzić najstarsze w kraju
drewniane meczety z XVIII i XIX wieku. Na uwagę zasługują też
zabytkowe mizary – cmentarze muzułmańskie. Szlak Tatarski
Duży usytuowany jest wśród malowniczego krajobrazu Wzgórz Sokólskich
oraz fragmentu Puszczy Knyszyńskiej. Oprócz opisanej powyżej
trasy, można też odbyć podróż Szlakiem Tatarskim Małym. Jego
długość wynosi 19 km. Przebiega on przez Kruszyniany, Józefowo,
Królowe Stojło i Waliły Stację. Dwie ostatnie miejscowości
związane są z wydarzeniami z okresu Powstania Styczniowego.
Szlak można przebyć w ciągu jednego dnia. (db)
************************
PORADNIK
TURYSTY
Jak
dojechać ?
Pociągiem:
Wybierając
się do Bohonik, można dojechać pociągiem z Białegostoku do Kundzina
(kierunek Kuźnica Białostocka),
a stamtąd rowerem bądź pieszo
w stronę Orłowicz. Można też wysiąść
w Sokółce i stamtąd podjechać autobusem w kierunku Kuźnicy
przez Malawicze.
Autobusem:
Do Kruszynian
można dojechać autobusem z Białegostoku (ok. 30 km) albo
z Sokółki. Połączenia nie są, niestety
częste.
Samochodem
i rowerem:
Z
Białegostoku zarówno do Bohonik,
jak i do Kruszynian jest po ok. 50
km, z Bohonik do Kruszynian -
ok. 35 km, z Sokółki do Bohonik niecałe
10 km.
Szlak
Tatarski Duży (54 km) - z Sokółki do Kruszynian
przez Bohoniki, Kamionkę Starą, Wierzchlesie,
Talkowszczyznę, Świdziałówkę Nową i Nietupę.
Szlak
Tatarski Mały (19 km) - Kruszyniany,
Józefowo, Królowe Stojło i
Waliły Stacja.
Wskazówki
praktyczne
W
każdy pierwszy piątek miesiąca przyjeżdża
z Sokółki imam, by odprawić
nabożeństwo. Meczetem w Bohonikach
opiekuje się Eugenia Radkiewicz,
Tatarka z pochodzenia. Oprowadza
turystów po świątyni w stroju, jaki
muzułmanka zakłada do modlitwy. Meczet
w Kruszynianach jest najstarszy
w Polsce, został zbudowany pod koniec
XVIII wieku. Wnętrze podzielone jest na dwie części, mężczyźni
i
kobiety modlą się osobno. Po meczecie
oprowadza Ewa Popławska (mieszka
w domu nr 47). Uwaga!
Wchodząc
do meczetu, trzeba
zdjąć buty i mieć stosowny ubiór: zasłonięte
ramiona i nogi do kolan
-
dotyczy to też panów !
Gdzie
spać ?
Bohoniki
- u pani Eugenii
Radkiewicz, opiekunki meczetu (tel.
Q 85 711 91 71), ok. 15 zł/os., albo
wrócić do Sokółki i tam spać, np. w
zajeździe przy ul. Mickiewicza 2, tel.
(85) 7112793 - pokój 2-osobowy
60 zł (ze śniadaniem), Ośrodek Wypoczynkowy „Nad
Zalewem", ul. Wodna
20, tel. 7112567 - pokoje
3 i 4-osobowe (ok. 20 zł/os.)
Kruszyniany
- można przyjechać z własnym namiotem i rozbić się za darmo
w okolicy meczetu lub wrócić do
Sokółki albo wybrać się do Gródka (ok. 15 km), taniej
jest w kwaterze agroturystycznej
przy ul. Białostockiej 2, tel.
7180511 (ok. 25 zł/os.), ew. hotel Pronar, Waliły Stacja,
ul. Szosa Wschodnia
3, tel. O 85 718 08 53, pokój
2-osobowy 100 zł.
Gdzie
jeść ?
W
Kruszynianach jest jeden sklep spożywczy, w Bohonikach nie
ma sklepu, przydadzą się własne kanapki
i napoje.
Poczta
w Kruszynianach działa w dni powszednie,
można kupić pamiątkowe pocztówki z meczetem i powysyłać
we wszystkie strony świata. Jedna budka
telefoniczna.
Opr.
na podstawie: Katarzyna Połeć - Gazeta Wyborcza
|
 |
Smak kołduna
|
|
Oryginalne
pierekaczewniki, trybuszoki, kibiny i oczywiście słynne
tatarskie kołduny serwuje w swoim gospodarstwie agroturystycznym
w Kruszynianach koło Krynek Dżenneta Bogdanowicz. Wśród
smakoszy tych potraw znaleźli się Robert Makłowicz i Elżbieta
Dzikowska.
Tatarzy
twierdzą, że gdy dziewczyna potrafi robić ząbki na pierogach,
wtedy może już wychodzić za mąż.
– Kołduny, czyli pierogi to nasza najważniejsza potrawa. Z
ich przyrządzaniem, a następnie z jedzeniem, wiąże się cały
rytuał – tłumaczy pani Dżenneta.
W sąsiedztwie meczetu
Na działkę Bogdanowiczów zaprowadzą turystów żółte
tabliczki z informacją, gdzie podawane jest tatarskie jadło.
Posesja znajduje się w pobliżu meczetu. Gospodyni przypomina, że
to działka historyczna, którą rodzina Bogdanowiczów otrzymała
jeszcze z nadania króla Jana III Sobieskiego.
– Po śmierci naszego dziadka posesja stała opuszczona. W
ubiegłym roku uruchomiliśmy tu naszą ofertę agroturystyczną.
Udało mi się namówić rodzinę, abyśmy wyszli do ludzi z
tatarskim jedzeniem, historią i tradycją. Kruszyniany są szczególnym
miejscem, ale dotychczas kontakt turystów z tym terenem wyglądał
w ten sposób, że ludzie zwiedzali meczet, mizar (cmentarz) i
jechali dalej. Bardzo chciałam zmienić ten scenariusz. Pomyślałam,
że dobrze by było, gdyby turyści zatrzymali się tu na dłużej,
zobaczyli nas – Tatarów, przekonali się, jak żyjemy, jacy
jesteśmy, a także co i jak jemy – mówi Dżenneta
Bogdanowicz.
Wrócić do tradycji
Prawdziwych potraw tatarskich nie znajdzie się w żadnej
restauracji. Można ich szukać jedynie w domach, gdzie mieszkają
Tatarzy.
– Jesteśmy Tatarami, ale jesteśmy też Polakami. Żyjemy
jak większość ludzi w naszym kraju. Coraz częściej brakuje
nam czasu na przyrządzanie tradycyjnych potraw tatarskich.
Wszystkie one są bardzo pracochłonne, dlatego robimy je przeważnie
w dni świąteczne. Nie ma co się dziwić, że potrawy te powoli
zanikają – przyznaje gospodyni.
Kibiny inne niż w Trokach
Tatarzy nie jedzą wieprzowiny. W kuchni Bogdanowiczów króluje
wołowina i drób.
– Mamy bardzo dużo potraw mącznych. Zaliczyć do nich należy
przede wszystkim pierogi. Przyrządza się je na wiele różnych
sposobów. Mamy pierogi małe, duże, pieczone, gotowane. Wśród
nich są też kibiny – tłumaczy Dżenneta Bogdanowicz.
Kibiny to duże pierogi z mięsnym farszem. Potrawę tę znają
turyści, którzy zwiedzali Troki koło Wilna. Litewskie kibiny różnią
się jednak od tych tatarskich. Pierwsze są z wieprzowiną,
natomiast drugie nadziewa się farszem mięsno_kapuścianym.
Rosołek najważniejszy
Kołduny są niewątpliwie ulubionym daniem Tatarów. Podobnie jak
chleb, można je jeść o każdej porze.
– W moim rodzinnym domu pierwsze skrzypce przy przyrządzaniu
kołdunów grała mama. Ja – jako najmłodsza – mogłam
jedynie robić kulki. Starsza siostra wałkowała ciasto, a mama
nakładała farsz i robiła ząbki – przypomina gospodyni.
Kołduny gotuje się w rosole wołowym. Gotowe pierożki należy
podać w osobnym talerzu, a do tego dołączyć filiżankę gorącego
rosołu.
– Kołduny je się łyżką w taki sposób, że trzeba
nadgryźć końcówkę pierożka. Jeżeli jest mały, wtedy trzeba
go zjeść w całości. Najważniejsze jest to, co znajduje się w
środku kołduna, czyli rosołek, który wyciekł z mięsnego
farszu – mówi Dżenneta Bogdanowicz.
Trybuszok jak brzuszek
Inną znaną tatarską potrawą są pierekaczewniki. Przyrządza
się je z ciasta makaronowego. Kilka płatów takiego ciasta należy
posmarować masłem, a w środek włożyć ser z rodzynkami.
Wszystko to należy zwinąć w rulon, a następnie upiec.
Pierekaczewnik przypomina nieco francuskie ciasto, ale jest od
niego znacznie smaczniejszy.
Wielu zwolenników ma też ziemniaczana babka tatarska i trybuszok.
– Trybuszok to inaczej kiszka ziemniaczana. Ponieważ nie
jemy wieprzowiny, to do jej przyrządzenia wykorzystujemy kindziuk,
czyli brzuszek – żołądek barani lub cielęcy –
dodaje gospodyni.
(db)
Gazeta Współczesna, 03.08.2004 r.

|
 |
Szlakiem Rękodzieła
Ludowego
|
|
Zatapiając
się w historię średniowiecza bez problemu odnajdziemy nazwy
polskich wsi służebnych takich jak: Piekary, Winiary, Grotniki,
Swiniary, których mieszkańcy wolni od zwykłych danin,
wytwarzali żywność, przedmioty codziennego użytku,
opiekowali się stadami książęcymi itd., natomiast w miastach
nazwy ulic skupiających rzemieślników określonej branży,
np. Szewska, Piekarska, Browarna. Nazwy pozostały, ale co się
stało z rzemieślnikami przekazującymi swe umiejętności z
ojca na syna?
Czy
w uprzemysłowionym świecie zapomniano już o tajnikach własnoręcznego
wykonania dywanu? Czy drewnianą łyżkę można odnaleźć już
jedynie w muzeum?
Myślę,
że odpowiedź na tego typu pytania najlepiej znają harcerze z
Hufca Sokółka oraz dzieci ze SP nr 3 z klasy III b, którzy 26
kwietnia udali się na wycieczkę Szlakiem Rękodzieła
Ludowego.
Pierwszym
przystankiem była Kolonia Wasilkówka, gdzie gościła nas pani
Teresa Tryzna wykonująca przepiękne dwuosnowowe kobierce.
Artystka pracę zaczyna od podstaw czyli... hodowli owiec, które
strzyże. Następnie pierze runo i zawozi do karbonizacji
(usuwanie zanieczyszczeń roślinnych poprzez działanie kwasem
siarkowym), oczyszczoną wełnę przędzie, nici farbuje, nakłada
na krosno i dopiero zabiera się do żmudnej, lecz jej zdaniem
relaksującej pracy. Przeciętnie na rok artystka wykonuje
cztery wielkie dywany, a w międzyczasie jeszcze kilka
mniejszych. Najwięcej roboty jest z nałożeniem nici na
krosno: szpul jest dwanaście, a przy dwunastogodzinnym dniu
pracy udaje się nałożyć dwie. Mimo mozołu artystka kocha
swe zajęcie i zdobywa wysokie miejsca w konkursach tkackich. A
co ważne-praca przy wełnie zapobiega reumatyzmowi! Pani Teresa
jest także świetną nauczycielką swego fachu.
Po
zakupieniu kolorowych bransoletek (tylko na taki drobiazg było
nas stać, gdyż duży kobierzec kosztuje około 1000 złotych)
ruszyliśmy do Zamczyska. Tam pan Mieczysław Baranowski na
naszych oczach wyrzeźbił łyżkę. Dzięki 31-letniemu doświadczeniu
zrobił to w bardzo krótkim czasie. Ale taka łyżka to jeszcze
nic. Ogromnych chochli w jego pracowni i sklepiku obok było pod
dostatkiem. Łyżkarz sztućce, bo wbrew pozorom nie tylko łyżki,
wykonuje z drzewa osikowego.
Kolejny
postój miał miejsce w Czarnej Wsi Kościelnej, gdzie
odwiedziliśmy dwóch rzemieślników: garncarza Jana Kudrewicza
oraz kowala Mieczysława Hulewicza. Również tym razem mogliśmy
się uczyć poprzez obserwację. Podobnie jak tkanie,
wykonywanie dzbanów, dzbanków i dzbanuszków jest pracą
kilkuetapową: lepienie, suszenie i wypalanie. Aby rozpalić w
specjalnym piecu garncarskim należy umieścić tam około 500
naczyń. Praca kowala jest zdecydowanie bardziej niebezpieczna,
gdyż bez przerwy towarzyszy jej wysoka temperatura. Kowal dla
wielu jest wyłącznie „podkuwaczem” koni, a w
rzeczywistości to prawdziwy artysta - bogato zdobione świeczniki
to jego specjalność.
Wyczerpani
wędrówką zawitaliśmy do Janowczyzny, gdzie jeden z
gospodarzy wyjaśnił nam, jak wykonać sito, a pan Jan Ancypo
oprowadził nas po Izbie Regionalnej.
Organizatorzy
wycieczki pomyśleli zarówno o pokarmie dla naszych dusz jak i
ciał. Wspaniałym zakończeniem „podróży w
czasie” okazało się ognisko z kiełbaskami.
pwd.
Agata Musiał z l SDH „Atma”
|
 |
Szlakiem Rękodzieła
Ludowego c.d.
|
|
Z
Piotrem Szałkowskim, rzeźbiarzem ludowym z Sokółki, rozmawia
Dorota Biziuk
|

|
Artysta w równym stopniu potrafi pokochać jak i znienawidzić
swoją sztukę. Jak rzecz się ma w Pana przypadku?
- Rzeźba to moje drugie życie. Teraz nawet nie potrawię
wyobrazić sobie ani jednego dnia bez pracy twórczej. Może to
śmieszne, ale do rzeźbienia podchodzę jak do talerza z zupą
- trzeba ją zjeść i już.
Wiele osób zastanawia się skąd wziął się talent Piotra
Szałkowskiego? Proszę pomóc rozwikłać tę zagadkę.
- Mój ojciec Wincenty był bardzo zdolnym człowiekiem. Potrafił
zrobić dosłownie wszystko. Pracował w kuźni, budował domy,
rzeźbił. Miałem zatem dobry przykład do naśladowania. Nic z
niczego się nie bierze, to ojciec przekazał mi w genach swoje
zdolności. Zwykło się mówić, że każdy artysta nosi w
sobie zaledwie 1 procent talentu, a reszta to zasługa ciężkiej
pracy. Zgadzam się z tym całkowicie. |
Lata dzieciństwa i młodości upłynęły Panu w rodzinnych
Żukach. Jakie wspomnienia pozostały z tego okresu?
- Skupię się na sprawach związanych z rzeźbą. Pamiętam,
jak pod koniec lat 40-tych po wsiach chodziło sporo ludzi różnych
profesji. Jeden garnki naprawiał, drugi piece stawiał, a
jeszcze inny pomagał przy budowie domów. Dostawali za swoją
pracę jakiś grosz, a obiad często takiemu też się proponowało.
Człowiek był zadowolony jak miał gdzie się wyspać i w
brzuchu mu nie burczało. Teraz ludzie już zupełnie inni.
Polubiliśmy wygodę i jacyś zadziorniejsi w stosunku do siebie
żeśmy się stali.
Kiedy mieszkałem w Żukach zetknąłem się po raz pierwszy z
Piotrem Radkiewiczem, ludowym rzeźbiarzem z Okopów koło
Suchowoli. Na rozmowę z nim nie starczyło mi odwagi. Wiadomo,
byłem za mały, żeby ze starszym człowiekiem prowadzić jakiś
dialog. Przyglądałem się natomiast jego rzeźbom. To
wystarczyło do rozniecenia we mnie tej szczególnej iskry, bez
zaistnienia której nie byłoby dzisiejszego rzeźbiarza Piotra
Szałkowskiego.
Pamięta Pan swoje pierwsze prace?
- Nie za bardzo. Przez tyle lat wspomnienia się nawarstwiają.
Możliwe, że były to figurki Matki Boskiej. Potem rzeźb
przybywało. Pojawiło się zapotrzebowanie na figury do przydrożnym
kapliczek. Umieszczano je w miejscu skradzionych po wojnie rzeźb.
Wiele kapliczek było też w bardzo złym stanie. Kiedyś nie osłaniano
figur szkłem, więc szybko ulegały zniszczeniu. W Żukach nie
mieszkam od końca lat 50-tych. Zostawiłem tam po sobie pamiątkę,
a 5-metrową kapliczkę, którą ustawiono obok kaplicy
zrobionej przez mojego ojca.
Rzeźba ludowa znajduje obecnie nabywców?
- Jak najbardziej. Zapanowała nawet moda na posiadanie w swoim
domu lub ogrodzie rzeźbionych figur. Ludzie zamawiają chociażby
postaci swoich patronów. Nie brakuje też zainteresowania
kilkumetrowymi ulami figuralnymi.
Spod Pana dłuta wychodzą figury różnych świętych. A co
z rzeźbą świecką?
- Też jej u mnie nie brakuje. Dzieje ludzkości pokazały, że
do świętości najbardziej pasują ci noszący habity. Ów
habit i w rzeźbie wygląda bardzo dobrze. Twórca nie ma też
większych trudności z wykonaniem takiej postaci. Odnośnie
scen świeckich, to staram się utrwalać w rzeźbie dawne obrzędy
i zwyczaje. Pokazuję chociażby proces pieczenia chleba. Teraz
ludzie żyją przemysłowo. Jak im się bułka nie podoba, to ją
po prostu wyrzucą i kupią nową. Dawniej takie podejście do
czyjejś pracy było nie do pomyślenia. Każdemu wytworowi
ludzkich rąk okazywano szacunek.
Czuje się Pan osobą znaną w Sokółce?
- Kilka dni temu przebywałem na plenerze w okolicach Elbląga.
W pewnym momencie podszedł do mnie jakiś chłopak, podał mi rękę
i powiedział, że marzył o tym, aby poznać Piotra Szałkowskiego.
Ci, których uczę rzeźby, zwracają się do mnie "Mistrzu
Piotrze”. To miłe. Czasami odnoszę wrażenie, że w
centralnej Polsce znają mnie bardziej niż w Sokółce. Tak już
jest, że wokół niepozornych ludzi również urasta legenda.
Dzieje się to stopniowo.
Na zakończenie poproszę, aby zdefiniował Pan pojęcie
sztuki.
- Przynosi ona na pewno lepsze efekty niż polityka. Zdefiniować
ją trudno, ale sztuką jest przeżyć ze sztuki. Ludzie, którzy
się nią zajmowali często przymierali głodem, a jednak nie
porzucili swojej pasji.
Dziękuję za rozmowę. (Gazeta
Współczesna
Pracownia
rzeźbiarska:
Piotr
Szałkowski
Sokółka,
ul. Mickiewicza 22 tel. (85) 7115332
|
 |
Informacje praktyczne
|
|
Komunikacja
-
kolejowa Sokółka ul. Kolejowa 25 tel.
(85) 7112221, 7112222
-
autobusowa Sokółka ul. Kolejowa tel.
(85) 7112526
Nocleg
Zajazd
w Sokółce - usługi hotelarsko-gastronomiczne
ul. Mickiewicza 2 tel. (85) 7112793
Ośrodek Wypoczynkowy
„Nad Zalewem" Sokółka ul. Wodna tel.(85) 7112567
Kwatery
agroturystyczne
Eugeniusz
Wiśniewski
- kol.
Kuryły 3, 16-100 Sokółka
, tel.
(85) 7112049
Teresa
Kirpsza
- Ostrówek
2a, 16-12 Janowszczyzna
, tel.
(85) 7103150
Ewa
i Grzegorz Puciłowscy
- Puciłki
26, 16-105 Malawicze Dolne
, tel.
(85) 7117051
Gastronomia
Karczma
"POD SOKOŁEM",
ul. Grodzieńska 51, tel. 7117105
Coctail
Bar "U MATCZAKA", ul. Piłsudskiego 3, tel.
7117837
Bar
"ASTRA", ul. Lewickiego 2, tel. 7117765
Cafe
„Cichy Kącik”, ul. Białostocka 34, tel.
7114606
Muzea
Społeczne
Muzeum Ziemi Sokolskiej, ul. Piłsudskiego 2 tel.(85) 7112435 i
7112018
Banki
Bank
PKO B.P. S.A.
- Osiedle Centrum 20, tel. 7114014, fax
7112617
Bank
Spółdzielczy, ul. Ściegiennego 16, tel./fax 7112094
Kredyt
Bank S.A., ul. Wyszyńskiego 2, tel./fax 7115642
Bank
Przemysłowo-Handlowy PBK S.A. Oddział w Sokółce
ul.
Piłsudskiego 5, tel. 7110500
Ważniejsze
imprezy kulturalne:
Wojewódzkie
Spotkanie Rodzin Muzykujących
(luty)
Impreza
z cyklu "Historia Regionu"
(maj)
Dni
Sokółki (czerwiec)
Powiatowa
Wystawa Hodowlana Koni typu
sokólskiego (czerwiec w cyklu dwuletnim)
Orient
Sokólski (w cyklu
trzyletnim)
Szczegółowe
informacje:
Sokólski Ośrodek Kultury ul. Grodzieńska
1 tel. (85) 7112435
Ośrodek
Sportu i Rekreacji, ul. Mariańska 31 tel. (85) 7112571
|
 |
Gdzie ranne wstają
zorze
|
|
|
Od cmentarza prawosławnego
w Sokółce zaczniemy, a w bazylice różanostockiej zakończymy
podróż po powiecie sokólskim. Czeka nas też wizyta w
miejscu, gdzie powstała kolęda "Bóg się
rodzi”. Zajrzymy również do budynku, który
odwiedza tajemniczy duch młodej dziewczyny.
Trzy
kolumny na cmentarzu prawosławnym w Sokółce >
Fot : D. Biziuk |

|
Wyjeżdżamy
z Sokółki trasą w kierunku Dąbrowy Białostockiej.
Zatrzymujemy się na obrzeżach miasta przy wzniesieniu, gdzie
ustytuowany jest cmentarz prawosławny z murowaną cerkiewką z
początku XX wieku. Obok świątyni wznoszą się trzy ceglane
kolumny.
Tyle wersji, ile kolumn
Prawdopodobnie pochodzą one z końca XIX lub początku XX
wieku. Mierzące ponad 4 metry kolumny pierwotnie zwieńczone były
żelaznymi krzyżami prawosławnymi. U podstawy każdej z nich
znajdowała się płyta inskrypcyjna. Już w latach międzywojennych
wśród mieszkańców Sokółki znane były różne wersje
dotyczące fundatora i intencji wybudowania tego osobliwego
pomnika. Byli tacy, którzy twierdzili, że w ten sposób upamiętniono
żołnierzy napoleońskich poległych w 1812 roku. Według innej
wersji, kolumny to wyraz hołdu złożonego oficerom rosyjskim
zasłużonym w tłumieniu Powstania Styczniowego. Istnieje też
domniemanie, że budowle wzniosła społeczność prawosławna w
celu upamiętnienia trzech sokólskich proboszczów.
Glina na koszary
Zaraz za Sokółką, skręcamy do miejscowości Gliniszcze
Wielkie. Swoją nazwę wieś wzięła od gliny, która stanowi
tu podłoże geologiczne. Od XV wieku w Gliniszczach istniała
cegielnia. Wydobyty w tym miejscu materiał posłużył m.in. do
wybudowania koszar na Osiedlu Zielonym w Sokółce.
Kompozytor z Szyndziela
Opuszczamy Gliniszcze i przez Sokolany kierujemy się do
Szyndziela. Przed II wojną światową mieszkał tu i tworzył
znany kompozytor Jan Tarasiewicz, absolwent konserwatorium w
Petersburgu. W zaciszu swego domu komponował etiudy, polki i
sonaty. Udzielał też lekcji muzyki w Białymstoku, Sokółce
oraz Grodnie. Po zakończeniu II wojny światowej nie pozwolono
mu pozostać na rodowych włościach w Szundzielu. Nowe władze
zarządziły rozparcelowanie majątku, a sam kompozytor przeniósł
się do Sokółki. Tarasiewicz wychował wielu wartościowych
muzyków. Był m.in. nauczycielem Jerzego Maksymiuka - wybitnego
dyrygenta z Białegostoku.
Kompozytor z Szyndziela zmarł 17 czerwca 1961 roku i został
pochowany na cmentarzu prawosławnym w Sokółce.
Lipa pamięta
Z Szyndziela kierujemy się do Suchodoliny. Mijamy malowniczo położone
Kładziewo, Trzciankę, Chwaszczewo, Majewo, Holiki. Robimy krótki
przystanek w Reszkowcach, gdzie w Szkole Podstawowej mieści się
ekspozycja "Ocalić od zapomnienia”.
- Zgromadziłam tu przedmioty, którymi posługiwali się nasi
przodkowie podczas pracy w gospodarstwie. Atrakcją dla zwiedzających
mogą być także stare książki - mówi Irena Sapkowska,
autorka ekspozycji.
Po krótkiej lekcji historii regionalnej dojeżdżamy do
Suchodoliny. Mało kto wie, że właśnie w tej miejscowości
mieszkał czołowy liryk polskiego sentymentalizmu - Franciszek
Karpiński (1741-1825). W Suchodolinie napisał kolędę "Bóg
się rodzi” oraz pieśń "Kiedy ranne wstają
zorze”. Dworu, gdzie Karpiński mieszkał, dawno już nie
ma.
- Pamięta go tylko stara lipa. Drzewo ma ponad 200 lat. Teraz
ludzie przychodzą się tam modlić, bo przy drzewie ktoś
ustawił kapliczkę - tłumaczy napotkany przy drodze mężczyzna.
Bazylika wśród róż
Pokonujemy niewielką odległość, która dzieli Suchodolinę
od Różanegostoku. Tam mieści się słynne sanktuarium
maryjne. Aby poznać jego historię trzeba cofnąć się do roku
1652. Właśnie wtedy Szczęsny Tyszkiewicz, właściciel dworu
w Krzywym Stoku kupił w pobliskim Grodnie obraz Matki Boskiej.
Pod koniec 1658 roku jego żona Eufrozyna odkryła, że wraz z
nadejściem pory wieczornym modlitw, ustawiona przed obrazem
lampka oliwna zapalała się samoistnie. W tym czasie doszło do
cudownych uzdrowień wśród ludzi, którzy ofiarowali się
Matce Bożej. W 1659 roku jeden z franciszkanów doznał
cudownego widzenia - jego oczom ukazał się klasztor otoczony
klombami róż. Fundatorami klasztoru zostali Tyszkiewiczowie,
którzy przekazali różanostockie dobra dominikanom.
Po Powstaniu Styczniowym klasztor przerobiono na cerkiew, a na
początku XX wieku klasztor różanostocki przejęły prawosławne
mniszki. W sierpniu 1915 roku cudowny obraz Matki Bożej został
przez nie wywieziony do Rosji. Obecnie wierni modlą się przed
wizerunkiem, namalowanym w Warszawie w 1928 roku. Zezwolenie na
jego koronację wydał 20 września 1978 roku papież Jan Paweł
I. Trzy lata później aktu koronacji dokonał metropolita
krakowski kardynał Franciszek Macharski. Sanktuarium różanostockim
opiekują się obecnie salezjanie (od okresu międzywojennego).
Co roku pod koniec czerwca do bazyliki zmierzają tłumy
pielgrzymów.
Głosy w "drapieżniku”
Będąc w Różanymstoku warto zajrzeć do tzw. "drapieżnika”
- budynku, gdzie przez wiele lat mieścił się internat (teraz
znalazł tu siedzibę Salezjański Ośrodek Wychowawczy). Z
obiektem tym związana jest ciekawa legenda. Na początku XX
wieku w różanostockim klasztorze przebywały mniszki prawosławne.
Zajmowały się m.in. prowadzeniem szkoły cerkiewnych
nauczycielek. Spokojne klasztorne życie zakłócił wybuch I
wojny światowej. Różanegostoku miał bronić przed Niemcami
oddział wojska rosyjskiego. Wśród dowódców był młody
porucznik. Podczas jednego ze spacerów mężczyzna poznał piękną
uczennicę klasztornej szkoły. Młodzi zaczęli się spotykać.
Planowali też małżeństwo. Porucznik opuścił jednak
dziewczynę. Zrozpaczona uczennica popełniła samobójstwo.
Tragedia rozegrała się na poddaszu "drapieżnika”.
Miejscowi opowiadają, że do dzisiejszego dnia w budynku słychać
dziwne odgłosy, a czasami można tam dostrzec tajemniczą
mglista postać zakochanej uczennicy. (db)
12.08.2003 r.
|
|