www.sokolka.pl

  1 strona


SZLAK TATARSKI

Unikatową atrakcja turystyczną jest Szlak Tatarski, wiodący m.in. przez oddalone o 7 km od Sokółki - BOHONIKI. Tu znajduje się XIX-wieczny meczet i muzułmański cmentarz-mizar.

Na bramie mizaru w Bohonikach widnieje napis: "Zabrania się rezerwować miejsce bez zgody gminy". Bo właśnie o tym niewielkim cmentarzu przypominają sobie pod koniec życia mieszkańcy różnych miast, wsi i miasteczek Polski. Oczywiście ci, którzy czują się Tatarami bądź też są wyznawcami islamu. Bohoniki bowiem to dawna osada tatarska ustanowiona w 1679 roku przez króla Jana III Sobieskiego w zamian za zaległy żołd rotmistrzowi chorągwi tatarskiej - Olejowskiemu - i żołnierzom tej chorągwi. Osiedliwszy się tutaj, Tatarzy postawili meczet (dziś stoi w jego miejscu meczet z XIX wieku) i założyli muzułmański cmentarz.

Bohoniki to tylko jedna z kilku miejscowości leżących na tatarskim szlaku, który biegnie wąskimi szkalami Białostozczyzny, wzdłuż granicy białoruskiej. Oznakowany został niewielkimi, białymi tablicami z niebieską obwódką. Szlakiem tym, przez wieś Drahle, dojedziemy do Kruszynian, mijając po drodze Nietupy z ostoją bobrów.

To tu w Kruszynianach postawiono pamiątkowy obelisk, w 300 - lecie nadania przez Sobieskiego ziemi Tatarom we wsiach Nietupa, Bohoniki, Łużany i Kruszyniany. Stanął w sąsiedztwie drewnianego, niewielkiego meczetu wyposażonego jak należy w tradycyjny mihrab, czyli niszę wskazującą kierunek do Mekki, oraz minbar - kazalnicę. Jest tu też mizar, na który prowadzi brama ozdobiona półksieżycem. Starsza część mizaru, z nagrobkami sięgającymi XVIII wieku, popada w zapomnienie. Już tylko jeden z kamieni nagrobkowych wieńczy kula z muzułmańskim półksiężycem.

To, co pozostało po pierwszych Tatarach, zamieszkałych w tym rejonie za sprawą zadłużonego króla, odnajdziemy w muzeum regionalnym w Sokółce (klucz do muzeum w Domu Kultury).

Jednym z najciekawszych eksponatów muzeum jest herbarz rodzin tatarskich w Polsce, autorstwa Stanisława Dziadulewicza, wydany w 1927 roku nakładem autora i z "zasiłkiem Funduszu Kultury Narodowej w Wilnie".

W muzeum zgromadzono też muhiry, czyli dekoracyjne tkaniny z wersetami z Koranu. "Złodziejowi i złodziejce odetnijcie rękę. Taka niech będzie kara od ludzi i Boga za ich dzieła. 

Allah jest najwspanialszy, najmądrzejszy" - czytamy w dołączonych tłumaczeniach przy jednym z muhirów. 

Plan Szlaku Tatarskiego

Meczet w Bohonikach

Meczet w Kruszynianach

Meczet w Bohonikach zimą

Brak jednorękich w miejscowej społeczności pozwala wnioskować, że jest to społeczność wyjątkowo uczciwa bądź też, niepomna nauk Allaha, w całości zdała się na wymiar sprawiedliwości.     

Społeczność tę tworzą dziś mieszkańcy Kruszynian, Bohonik, Krynek, wywodzący się z rodzin, które od wieków mieszkały na terenie Wielkiego Księstwa Litewskiego. Już książę Witold cenił sobie bowiem żołnierzy z Odry i popierał się osiedlanie się Tatarów w sąsiedztwie warownych grodów.W czasie świąt Ramadanu, Kurbanu czy Aszurabajranu tatarski szlak ożywa. Święta te gromadzą bowiem muzułmanów z całej Polski, a Bohoniki i Kruszyniany to bez wątpienia oazy polskiego orientu.

Szlak Tatarski  to atrakcja turystyczna powiatu sokólskiego. Pozwala ona przyjrzeć się śladom mozaiki kulturowo-etnicznej wschodnich ziem dawnej Rzeczypospolitej.
Szlak Tatarski Duży liczy 54 km. Prowadzi z Sokółki do Kruszynian przez Bohoniki, Kamionkę Starą, Wierzchlesie, Talkowszczyznę, Świdziałówkę Nową i Nietupę. W miejscowościach, przez które przebiega trasa ulokowane były niegdyś dobra królewskie ekonomii grodzieńskiej, gdzie w 1679 roku król Jan III Sobieski osadził Tatarów.
Bohoniki, podobnie jak Kruszyniany, są dziś centrum religijnym polskich muzułmanów. Można tam zwiedzić najstarsze w kraju drewniane meczety z XVIII i XIX wieku. Na uwagę zasługują też zabytkowe mizary – cmentarze muzułmańskie. Szlak Tatarski Duży usytuowany jest wśród malowniczego krajobrazu Wzgórz Sokólskich oraz fragmentu Puszczy Knyszyńskiej. Oprócz opisanej powyżej trasy, można też odbyć podróż Szlakiem Tatarskim Małym. Jego długość wynosi 19 km. Przebiega on przez Kruszyniany, Józefowo, Królowe Stojło i Waliły Stację. Dwie ostatnie miejscowości związane są z wydarzeniami z okresu Powstania Styczniowego. Szlak można przebyć w ciągu jednego dnia.
(db)

************************

PORADNIK TURYSTY 

Jak dojechać ?

Pociągiem: Wybierając się do Bohonik, można dojechać pociągiem z Białegostoku do Kundzina (kierunek Kuźnica Białostocka), a stamtąd rowerem bądź pieszo w stronę Orłowicz. Można też wysiąść w Sokółce i stamtąd podjechać autobusem w kierunku Kuźnicy przez Malawicze. 

Autobusem: Do Kruszynian można dojechać autobusem z Białegostoku (ok. 30 km) albo z Sokółki. Połączenia nie są, niestety częste.

Samochodem i rowerem: Z Białegostoku zarówno do Bohonik, jak i do Kruszynian jest po ok. 50 km, z Bohonik do Kruszynian - ok. 35 km, z Sokółki do Bohonik niecałe 10 km. 

Szlak Tatarski Duży (54 km) - z Sokółki do Kruszynian przez Bohoniki, Kamionkę Starą, Wierzchlesie, Talkowszczyznę, Świdziałówkę Nową i Nietupę. 

Szlak Tatarski Mały (19 km) - Kruszyniany, Józefowo, Królowe Stojło i Waliły Stacja.

Wskazówki praktyczne

W każdy pierwszy piątek miesiąca przyjeżdża z Sokółki imam, by odprawić nabożeństwo. Meczetem w Bohonikach opiekuje się Eugenia Radkiewicz, Tatarka z pochodzenia. Oprowadza turystów po świątyni w stroju, jaki muzułmanka zakłada do modlitwy. Meczet w Kruszynianach jest najstarszy w Polsce, został zbudowany pod koniec XVIII wieku. Wnętrze podzielone jest na dwie części, mężczyźni i kobiety modlą się osobno. Po meczecie oprowadza Ewa Popławska (mieszka w domu nr 47). Uwaga! Wchodząc do meczetu, trzeba zdjąć buty i mieć stosowny ubiór: zasłonięte ramiona i nogi do kolan - dotyczy to też panów !

Gdzie spać ?

Bohoniki - u pani Eu­genii Radkiewicz, opiekunki meczetu (tel. Q 85 711 91 71), ok. 15 zł/os., al­bo wrócić do Sokółki i tam spać, np. w zajeździe przy ul. Mickiewicza 2, tel. (85) 7112793 - pokój 2-osobowy 60 zł (ze śniadaniem), Ośrodek Wypoczynkowy „Nad Zalewem", ul. Wodna 20, tel. 7112567 - pokoje 3 i 4-osobowe (ok. 20 zł/os.)

Kruszyniany - można przyjechać z własnym namiotem i rozbić się za darmo w okolicy meczetu lub wrócić do Sokółki albo wybrać się do Gródka (ok. 15 km), taniej jest w kwaterze agroturystycznej przy ul. Białostockiej 2, tel. 7180511 (ok. 25 zł/os.), ew. hotel Pronar, Waliły Stacja, ul. Szosa Wschodnia 3, tel. O 85 718 08 53, pokój 2-osobowy 100 zł.

Gdzie jeść ?

W Kruszynianach jest jeden sklep spożywczy, w Bohonikach nie ma sklepu, przydadzą się własne kanapki i napoje. Poczta w Kruszynianach działa w dni powszednie, można kupić pamiątkowe pocztówki z meczetem i powysyłać we wszystkie strony świata. Jedna budka telefoniczna.

Opr. na podstawie: Katarzyna Połeć - Gazeta Wyborcza

  Smak kołduna

Oryginalne pierekaczewniki, trybuszoki, kibiny i oczywiście słynne tatarskie kołduny serwuje w swoim gospodarstwie agroturystycznym w Kruszynianach koło Krynek Dżenneta Bogdanowicz. Wśród smakoszy tych potraw znaleźli się Robert Makłowicz i Elżbieta Dzikowska.

Tatarzy twierdzą, że gdy dziewczyna potrafi robić ząbki na pierogach, wtedy może już wychodzić za mąż.
– Kołduny, czyli pierogi to nasza najważniejsza potrawa. Z ich przyrządzaniem, a następnie z jedzeniem, wiąże się cały rytuał – tłumaczy pani Dżenneta.
W sąsiedztwie meczetu
Na działkę Bogdanowiczów zaprowadzą turystów żółte tabliczki z informacją, gdzie podawane jest tatarskie jadło. Posesja znajduje się w pobliżu meczetu. Gospodyni przypomina, że to działka historyczna, którą rodzina Bogdanowiczów otrzymała jeszcze z nadania króla Jana III Sobieskiego.
– Po śmierci naszego dziadka posesja stała opuszczona. W ubiegłym roku uruchomiliśmy tu naszą ofertę agroturystyczną. Udało mi się namówić rodzinę, abyśmy wyszli do ludzi z tatarskim jedzeniem, historią i tradycją. Kruszyniany są szczególnym miejscem, ale dotychczas kontakt turystów z tym terenem wyglądał w ten sposób, że ludzie zwiedzali meczet, mizar (cmentarz) i jechali dalej. Bardzo chciałam zmienić ten scenariusz. Pomyślałam, że dobrze by było, gdyby turyści zatrzymali się tu na dłużej, zobaczyli nas – Tatarów, przekonali się, jak żyjemy, jacy jesteśmy, a także co i jak jemy – mówi Dżenneta Bogdanowicz.
Wrócić do tradycji
Prawdziwych potraw tatarskich nie znajdzie się w żadnej restauracji. Można ich szukać jedynie w domach, gdzie mieszkają Tatarzy.
– Jesteśmy Tatarami, ale jesteśmy też Polakami. Żyjemy jak większość ludzi w naszym kraju. Coraz częściej brakuje nam czasu na przyrządzanie tradycyjnych potraw tatarskich. Wszystkie one są bardzo pracochłonne, dlatego robimy je przeważnie w dni świąteczne. Nie ma co się dziwić, że potrawy te powoli zanikają – przyznaje gospodyni.
Kibiny inne niż w Trokach
Tatarzy nie jedzą wieprzowiny. W kuchni Bogdanowiczów króluje wołowina i drób.
– Mamy bardzo dużo potraw mącznych. Zaliczyć do nich należy przede wszystkim pierogi. Przyrządza się je na wiele różnych sposobów. Mamy pierogi małe, duże, pieczone, gotowane. Wśród nich są też kibiny – tłumaczy Dżenneta Bogdanowicz.
Kibiny to duże pierogi z mięsnym farszem. Potrawę tę znają turyści, którzy zwiedzali Troki koło Wilna. Litewskie kibiny różnią się jednak od tych tatarskich. Pierwsze są z wieprzowiną, natomiast drugie nadziewa się farszem mięsno_kapuścianym.
Rosołek najważniejszy
Kołduny są niewątpliwie ulubionym daniem Tatarów. Podobnie jak chleb, można je jeść o każdej porze.
– W moim rodzinnym domu pierwsze skrzypce przy przyrządzaniu kołdunów grała mama. Ja – jako najmłodsza – mogłam jedynie robić kulki. Starsza siostra wałkowała ciasto, a mama nakładała farsz i robiła ząbki – przypomina gospodyni.
Kołduny gotuje się w rosole wołowym. Gotowe pierożki należy podać w osobnym talerzu, a do tego dołączyć filiżankę gorącego rosołu.
– Kołduny je się łyżką w taki sposób, że trzeba nadgryźć końcówkę pierożka. Jeżeli jest mały, wtedy trzeba go zjeść w całości. Najważniejsze jest to, co znajduje się w środku kołduna, czyli rosołek, który wyciekł z mięsnego farszu – mówi Dżenneta Bogdanowicz.
Trybuszok jak brzuszek
Inną znaną tatarską potrawą są pierekaczewniki. Przyrządza się je z ciasta makaronowego. Kilka płatów takiego ciasta należy posmarować masłem, a w środek włożyć ser z rodzynkami. Wszystko to należy zwinąć w rulon, a następnie upiec. Pierekaczewnik przypomina nieco francuskie ciasto, ale jest od niego znacznie smaczniejszy.
Wielu zwolenników ma też ziemniaczana babka tatarska i trybuszok.
– Trybuszok to inaczej kiszka ziemniaczana. Ponieważ nie jemy wieprzowiny, to do jej przyrządzenia wykorzystujemy kindziuk, czyli brzuszek – żołądek barani lub cielęcy – dodaje gospodyni.

(db) Gazeta Współczesna, 03.08.2004 r.

  Szlakiem Rękodzieła Ludowego 

Zatapiając się w historię średniowiecza bez problemu odnajdziemy nazwy polskich wsi służebnych takich jak: Piekary, Winiary, Grotniki, Swiniary, których mieszkańcy wolni od zwykłych danin, wytwarzali żywność, przedmioty codziennego użytku, opiekowali się stadami książęcymi itd., natomiast w miastach nazwy ulic skupiających rzemieślników określonej branży, np. Szewska, Piekarska, Browarna. Nazwy pozostały, ale co się stało z rzemieślnikami przekazującymi swe umiejętności z ojca na syna?

Czy w uprzemysłowionym świecie zapomniano już o tajnikach własnoręcznego wykonania dywanu? Czy drewnianą łyżkę można odnaleźć już jedynie w muzeum?

Myślę, że odpowiedź na tego typu pytania najlepiej znają harcerze z Hufca Sokółka oraz dzieci ze SP nr 3 z klasy III b, którzy 26 kwietnia udali się na wycieczkę Szlakiem Rękodzieła Ludowego.

Pierwszym przystankiem była Kolonia Wasilkówka, gdzie gościła nas pani Teresa Tryzna wykonująca przepiękne dwuosnowowe kobierce. Artystka pracę zaczyna od podstaw czyli... hodowli owiec, które strzyże. Następnie pierze runo i zawozi do karbonizacji (usuwanie zanieczyszczeń roślinnych poprzez działanie kwasem siarkowym), oczyszczoną wełnę przędzie, nici farbuje, nakłada na krosno i dopiero zabiera się do żmudnej, lecz jej zdaniem relaksującej pracy. Przeciętnie na rok artystka wykonuje cztery wielkie dywany, a w międzyczasie jeszcze kilka mniejszych. Najwięcej roboty jest z nałożeniem nici na krosno: szpul jest dwanaście, a przy dwunastogodzinnym dniu pracy udaje się nałożyć dwie. Mimo mozołu artystka kocha swe zajęcie i zdobywa wysokie miejsca w konkursach tkackich. A co ważne-praca przy wełnie zapobiega reumatyzmowi! Pani Teresa jest także świetną nauczycielką swego fachu.

Po zakupieniu kolorowych bransoletek (tylko na taki drobiazg było nas stać, gdyż duży kobierzec kosztuje około 1000 złotych) ruszyliśmy do Zamczyska. Tam pan Mieczysław Baranowski na naszych oczach wyrzeźbił łyżkę. Dzięki 31-letniemu doświadczeniu zrobił to w bardzo krótkim czasie. Ale taka łyżka to jeszcze nic. Ogromnych chochli w jego pracowni i sklepiku obok było pod dostatkiem. Łyżkarz sztućce, bo wbrew pozorom nie tylko łyżki, wykonuje z drzewa osikowego.

Kolejny postój miał miejsce w Czarnej Wsi Kościelnej, gdzie odwiedziliśmy dwóch rzemieślników: garncarza Jana Kudrewicza oraz kowala Mieczysława Hulewicza. Również tym razem mogliśmy się uczyć poprzez obserwację. Podobnie jak tkanie, wykonywanie dzbanów, dzbanków i dzbanuszków jest pracą kilkuetapową: lepienie, suszenie i wypalanie. Aby rozpalić w specjalnym piecu garncarskim należy umieścić tam około 500 naczyń. Praca kowala jest zdecydowanie bardziej niebezpieczna, gdyż bez przerwy towarzyszy jej wysoka temperatura. Kowal dla wielu jest wyłącznie „podkuwaczem” koni, a w rzeczywistości to prawdziwy artysta - bogato zdobione świeczniki to jego specjalność.

Wyczerpani wędrówką zawitaliśmy do Janowczyzny, gdzie jeden z gospodarzy wyjaśnił nam, jak wykonać sito, a pan Jan Ancypo oprowadził nas po Izbie Regionalnej.

Organizatorzy wycieczki pomyśleli zarówno o pokarmie dla naszych dusz jak i ciał. Wspaniałym zakończeniem „podróży w czasie” okazało się ognisko z kiełbaskami.

pwd. Agata Musiał z l SDH „Atma”

  Szlakiem Rękodzieła Ludowego c.d.

Z Piotrem Szałkowskim, rzeźbiarzem ludowym z Sokółki, rozmawia Dorota Biziuk

Artysta w równym stopniu potrafi pokochać jak i znienawidzić swoją sztukę. Jak rzecz się ma w Pana przypadku?
- Rzeźba to moje drugie życie. Teraz nawet nie potrawię wyobrazić sobie ani jednego dnia bez pracy twórczej. Może to śmieszne, ale do rzeźbienia podchodzę jak do talerza z zupą - trzeba ją zjeść i już.
Wiele osób zastanawia się skąd wziął się talent Piotra Szałkowskiego? Proszę pomóc rozwikłać tę zagadkę.
- Mój ojciec Wincenty był bardzo zdolnym człowiekiem. Potrafił zrobić dosłownie wszystko. Pracował w kuźni, budował domy, rzeźbił. Miałem zatem dobry przykład do naśladowania. Nic z niczego się nie bierze, to ojciec przekazał mi w genach swoje zdolności. Zwykło się mówić, że każdy artysta nosi w sobie zaledwie 1 procent talentu, a reszta to zasługa ciężkiej pracy. Zgadzam się z tym całkowicie.

Lata dzieciństwa i młodości upłynęły Panu w rodzinnych Żukach. Jakie wspomnienia pozostały z tego okresu?
- Skupię się na sprawach związanych z rzeźbą. Pamiętam, jak pod koniec lat 40-tych po wsiach chodziło sporo ludzi różnych profesji. Jeden garnki naprawiał, drugi piece stawiał, a jeszcze inny pomagał przy budowie domów. Dostawali za swoją pracę jakiś grosz, a obiad często takiemu też się proponowało. Człowiek był zadowolony jak miał gdzie się wyspać i w brzuchu mu nie burczało. Teraz ludzie już zupełnie inni. Polubiliśmy wygodę i jacyś zadziorniejsi w stosunku do siebie żeśmy się stali.
Kiedy mieszkałem w Żukach zetknąłem się po raz pierwszy z Piotrem Radkiewiczem, ludowym rzeźbiarzem z Okopów koło Suchowoli. Na rozmowę z nim nie starczyło mi odwagi. Wiadomo, byłem za mały, żeby ze starszym człowiekiem prowadzić jakiś dialog. Przyglądałem się natomiast jego rzeźbom. To wystarczyło do rozniecenia we mnie tej szczególnej iskry, bez zaistnienia której nie byłoby dzisiejszego rzeźbiarza Piotra Szałkowskiego.
Pamięta Pan swoje pierwsze prace?
- Nie za bardzo. Przez tyle lat wspomnienia się nawarstwiają. Możliwe, że były to figurki Matki Boskiej. Potem rzeźb przybywało. Pojawiło się zapotrzebowanie na figury do przydrożnym kapliczek. Umieszczano je w miejscu skradzionych po wojnie rzeźb. Wiele kapliczek było też w bardzo złym stanie. Kiedyś nie osłaniano figur szkłem, więc szybko ulegały zniszczeniu. W Żukach nie mieszkam od końca lat 50-tych. Zostawiłem tam po sobie pamiątkę, a 5-metrową kapliczkę, którą ustawiono obok kaplicy zrobionej przez mojego ojca.
Rzeźba ludowa znajduje obecnie nabywców?
- Jak najbardziej. Zapanowała nawet moda na posiadanie w swoim domu lub ogrodzie rzeźbionych figur. Ludzie zamawiają chociażby postaci swoich patronów. Nie brakuje też zainteresowania kilkumetrowymi ulami figuralnymi.
Spod Pana dłuta wychodzą figury różnych świętych. A co z rzeźbą świecką?
- Też jej u mnie nie brakuje. Dzieje ludzkości pokazały, że do świętości najbardziej pasują ci noszący habity. Ów habit i w rzeźbie wygląda bardzo dobrze. Twórca nie ma też większych trudności z wykonaniem takiej postaci. Odnośnie scen świeckich, to staram się utrwalać w rzeźbie dawne obrzędy i zwyczaje. Pokazuję chociażby proces pieczenia chleba. Teraz ludzie żyją przemysłowo. Jak im się bułka nie podoba, to ją po prostu wyrzucą i kupią nową. Dawniej takie podejście do czyjejś pracy było nie do pomyślenia. Każdemu wytworowi ludzkich rąk okazywano szacunek.
Czuje się Pan osobą znaną w Sokółce?
- Kilka dni temu przebywałem na plenerze w okolicach Elbląga. W pewnym momencie podszedł do mnie jakiś chłopak, podał mi rękę i powiedział, że marzył o tym, aby poznać Piotra Szałkowskiego. Ci, których uczę rzeźby, zwracają się do mnie "Mistrzu Piotrze”. To miłe. Czasami odnoszę wrażenie, że w centralnej Polsce znają mnie bardziej niż w Sokółce. Tak już jest, że wokół niepozornych ludzi również urasta legenda. Dzieje się to stopniowo.
Na zakończenie poproszę, aby zdefiniował Pan pojęcie sztuki.
- Przynosi ona na pewno lepsze efekty niż polityka. Zdefiniować ją trudno, ale sztuką jest przeżyć ze sztuki. Ludzie, którzy się nią zajmowali często przymierali głodem, a jednak nie porzucili swojej pasji.
Dziękuję za rozmowę. 
(Gazeta Współczesna 27.08.2003)

Pracownia rzeźbiarska:

Piotr Szałkowski Sokółka, ul. Mickiewicza 22 tel. (85) 7115332  

  Informacje praktyczne

Komunikacja

- kolejowa Sokółka ul. Kolejowa 25 tel. (85) 7112221, 7112222

- autobusowa Sokółka ul. Kolejowa tel. (85) 7112526

Nocleg

Zajazd w Sokółce - usługi hotelarsko-gastronomiczne ul. Mickiewicza 2 tel. (85) 7112793

Ośrodek Wypoczynkowy „Nad Zalewem" Sokółka ul. Wodna tel.(85) 7112567  

Kwatery agroturystyczne 

Eugeniusz Wiśniewski  - kol. Kuryły 3, 16-100 Sokółka , tel. (85) 7112049

Teresa Kirpsza - Ostrówek 2a, 16-12 Janowszczyzna , tel. (85) 7103150

Ewa i Grzegorz Puciłowscy  - Puciłki 26, 16-105 Malawicze Dolne , tel. (85) 7117051

Gastronomia

Karczma "POD SOKOŁEM",  ul. Grodzieńska 51, tel. 7117105

Coctail Bar "U MATCZAKA", ul. Piłsudskiego 3, tel. 7117837

Bar "ASTRA", ul. Lewickiego 2, tel. 7117765

Cafe „Cichy Kącik”, ul. Białostocka 34, tel. 7114606

Muzea

Społeczne Muzeum Ziemi Sokolskiej, ul. Piłsudskiego 2 tel.(85) 7112435 i 7112018 

Banki

Bank PKO B.P. S.A. - Osiedle Centrum 20, tel. 7114014, fax 7112617

Bank Spółdzielczy, ul. Ściegiennego 16, tel./fax 7112094

Kredyt Bank S.A., ul. Wyszyńskiego 2, tel./fax 7115642

Bank Przemysłowo-Handlowy PBK S.A. Oddział w Sokółce ul. Piłsudskiego 5, tel. 7110500

Ważniejsze imprezy kulturalne:

Wojewódzkie Spotkanie Rodzin Muzykujących (luty)

Impreza z cyklu "Historia Regionu" (maj)

Dni Sokółki (czerwiec)

Powiatowa Wystawa Hodowlana Koni typu sokólskiego (czerwiec w cyklu dwuletnim)

Orient Sokólski (w cyklu trzyletnim)

Szczegółowe informacje: 

Sokólski Ośrodek Kultury ul. Grodzieńska 1 tel. (85) 7112435

Ośrodek Sportu i Rekreacji, ul. Mariańska 31 tel. (85) 7112571

  Gdzie ranne wstają zorze

Od cmentarza prawosławnego w Sokółce zaczniemy, a w bazylice różanostockiej zakończymy podróż po powiecie sokólskim. Czeka nas też wizyta w miejscu, gdzie powstała kolęda "Bóg się rodzi”. Zajrzymy również do budynku, który odwiedza tajemniczy duch młodej dziewczyny.

Trzy kolumny na cmentarzu prawosławnym w Sokółce >
Fot : D. Biziuk

kolumny_cmentarz_prawoslawn.jpg (137469 bytes)

Wyjeżdżamy z Sokółki trasą w kierunku Dąbrowy Białostockiej. Zatrzymujemy się na obrzeżach miasta przy wzniesieniu, gdzie ustytuowany jest cmentarz prawosławny z murowaną cerkiewką z początku XX wieku. Obok świątyni wznoszą się trzy ceglane kolumny.
Tyle wersji, ile kolumn
Prawdopodobnie pochodzą one z końca XIX lub początku XX wieku. Mierzące ponad 4 metry kolumny pierwotnie zwieńczone były żelaznymi krzyżami prawosławnymi. U podstawy każdej z nich znajdowała się płyta inskrypcyjna. Już w latach międzywojennych wśród mieszkańców Sokółki znane były różne wersje dotyczące fundatora i intencji wybudowania tego osobliwego pomnika. Byli tacy, którzy twierdzili, że w ten sposób upamiętniono żołnierzy napoleońskich poległych w 1812 roku. Według innej wersji, kolumny to wyraz hołdu złożonego oficerom rosyjskim zasłużonym w tłumieniu Powstania Styczniowego. Istnieje też domniemanie, że budowle wzniosła społeczność prawosławna w celu upamiętnienia trzech sokólskich proboszczów.
Glina na koszary
Zaraz za Sokółką, skręcamy do miejscowości Gliniszcze Wielkie. Swoją nazwę wieś wzięła od gliny, która stanowi tu podłoże geologiczne. Od XV wieku w Gliniszczach istniała cegielnia. Wydobyty w tym miejscu materiał posłużył m.in. do wybudowania koszar na Osiedlu Zielonym w Sokółce.
Kompozytor z Szyndziela
Opuszczamy Gliniszcze i przez Sokolany kierujemy się do Szyndziela. Przed II wojną światową mieszkał tu i tworzył znany kompozytor Jan Tarasiewicz, absolwent konserwatorium w Petersburgu. W zaciszu swego domu komponował etiudy, polki i sonaty. Udzielał też lekcji muzyki w Białymstoku, Sokółce oraz Grodnie. Po zakończeniu II wojny światowej nie pozwolono mu pozostać na rodowych włościach w Szundzielu. Nowe władze zarządziły rozparcelowanie majątku, a sam kompozytor przeniósł się do Sokółki. Tarasiewicz wychował wielu wartościowych muzyków. Był m.in. nauczycielem Jerzego Maksymiuka - wybitnego dyrygenta z Białegostoku.
Kompozytor z Szyndziela zmarł 17 czerwca 1961 roku i został pochowany na cmentarzu prawosławnym w Sokółce.
Lipa pamięta
Z Szyndziela kierujemy się do Suchodoliny. Mijamy malowniczo położone Kładziewo, Trzciankę, Chwaszczewo, Majewo, Holiki. Robimy krótki przystanek w Reszkowcach, gdzie w Szkole Podstawowej mieści się ekspozycja "Ocalić od zapomnienia”.
- Zgromadziłam tu przedmioty, którymi posługiwali się nasi przodkowie podczas pracy w gospodarstwie. Atrakcją dla zwiedzających mogą być także stare książki - mówi Irena Sapkowska, autorka ekspozycji.
Po krótkiej lekcji historii regionalnej dojeżdżamy do Suchodoliny. Mało kto wie, że właśnie w tej miejscowości mieszkał czołowy liryk polskiego sentymentalizmu - Franciszek Karpiński (1741-1825). W Suchodolinie napisał kolędę "Bóg się rodzi” oraz pieśń "Kiedy ranne wstają zorze”. Dworu, gdzie Karpiński mieszkał, dawno już nie ma.
- Pamięta go tylko stara lipa. Drzewo ma ponad 200 lat. Teraz ludzie przychodzą się tam modlić, bo przy drzewie ktoś ustawił kapliczkę - tłumaczy napotkany przy drodze mężczyzna.
Bazylika wśród róż
Pokonujemy niewielką odległość, która dzieli Suchodolinę od Różanegostoku. Tam mieści się słynne sanktuarium maryjne. Aby poznać jego historię trzeba cofnąć się do roku 1652. Właśnie wtedy Szczęsny Tyszkiewicz, właściciel dworu w Krzywym Stoku kupił w pobliskim Grodnie obraz Matki Boskiej. Pod koniec 1658 roku jego żona Eufrozyna odkryła, że wraz z nadejściem pory wieczornym modlitw, ustawiona przed obrazem lampka oliwna zapalała się samoistnie. W tym czasie doszło do cudownych uzdrowień wśród ludzi, którzy ofiarowali się Matce Bożej. W 1659 roku jeden z franciszkanów doznał cudownego widzenia - jego oczom ukazał się klasztor otoczony klombami róż. Fundatorami klasztoru zostali Tyszkiewiczowie, którzy przekazali różanostockie dobra dominikanom.
Po Powstaniu Styczniowym klasztor przerobiono na cerkiew, a na początku XX wieku klasztor różanostocki przejęły prawosławne mniszki. W sierpniu 1915 roku cudowny obraz Matki Bożej został przez nie wywieziony do Rosji. Obecnie wierni modlą się przed wizerunkiem, namalowanym w Warszawie w 1928 roku. Zezwolenie na jego koronację wydał 20 września 1978 roku papież Jan Paweł I. Trzy lata później aktu koronacji dokonał metropolita krakowski kardynał Franciszek Macharski. Sanktuarium różanostockim opiekują się obecnie salezjanie (od okresu międzywojennego). Co roku pod koniec czerwca do bazyliki zmierzają tłumy pielgrzymów.
Głosy w "drapieżniku”
Będąc w Różanymstoku warto zajrzeć do tzw. "drapieżnika” - budynku, gdzie przez wiele lat mieścił się internat (teraz znalazł tu siedzibę Salezjański Ośrodek Wychowawczy). Z obiektem tym związana jest ciekawa legenda. Na początku XX wieku w różanostockim klasztorze przebywały mniszki prawosławne. Zajmowały się m.in. prowadzeniem szkoły cerkiewnych nauczycielek. Spokojne klasztorne życie zakłócił wybuch I wojny światowej. Różanegostoku miał bronić przed Niemcami oddział wojska rosyjskiego. Wśród dowódców był młody porucznik. Podczas jednego ze spacerów mężczyzna poznał piękną uczennicę klasztornej szkoły. Młodzi zaczęli się spotykać. Planowali też małżeństwo. Porucznik opuścił jednak dziewczynę. Zrozpaczona uczennica popełniła samobójstwo. Tragedia rozegrała się na poddaszu "drapieżnika”. Miejscowi opowiadają, że do dzisiejszego dnia w budynku słychać dziwne odgłosy, a czasami można tam dostrzec tajemniczą mglista postać zakochanej uczennicy. (db) 12.08.2003 r.

 



Wszelkie prawa zastrzeżone © 2000-2002 Site copyrights by RADOSŁAW ONOSZKO

Do przegladania serwisu polecamy IEx 4.0 lub nowszy  Strona kodowa: ISO-8859-2